Nowy Jork zacznę nietypowo — nie od klasycznego „must see”, lecz od mojego prywatnego „must visit”. Bo jeśli ktoś dorastał z muzyką Beatlesów, to wizyta w miejscach związanych z Johnem Lennonem i historią zespołu ma w sobie coś z pielgrzymki.
Beatlesi nie mieli w Stanach łatwego startu. Amerykanie kochali to, co amerykańskie, a słynna wypowiedź Lennona o tym, że Beatlesi są „popularniejsi niż Jezus”, wywołała tu prawdziwą burzę. A jednak to właśnie w Nowym Jorku znajdują się miejsca, które dziś są niemal święte dla fanów zespołu.
Najważniejszym z nich jest The Dakota, monumentalny apartamentowiec przy 1 West 72nd Street, tuż przy Central Park West. To tutaj John i Yoko mieszkali od 1973 roku, i to tutaj Lennon został zamordowany 8 grudnia 1980 roku. Administracja budynku nie pozwala na żadne upamiętnienia przy wejściu, dlatego fani przenieśli swoją pamięć dosłownie kilka kroków dalej — do Central Parku.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Strawberry Fields, 2,5‑akrowy fragment parku nazwany na cześć „Strawberry Fields Forever”. W jego centrum leży słynna mozaika Imagine, miejsce, gdzie zawsze ktoś gra Beatlesów, ktoś śpiewa, ktoś zostawia kwiaty. To jedno z najbardziej symbolicznych miejsc pamięci Lennona, położone dokładnie przy wejściu od Central Park West i 72nd Street.



W Nowym Jorku nie da się też uciec od sprzedawców pamiątek. Zwłaszcza w okolicach Strawberry Fields i mozaiki Imagine. To osobny folklor miasta: ktoś gra „Let It Be”, ktoś inny śpiewa „Across the Universe”, a obok stoją stoiska pełne wszystkiego, co można opatrzyć twarzą Lennona — zdjęcia, pocztówki, magnesy, breloczki, plakaty, a nawet ręcznie robione szkice. Jedni kupują z sentymentu, inni z ciekawości, ale trudno przejść obojętnie. To część atmosfery tego miejsca, trochę kiczowata, trochę wzruszająca, bardzo nowojorska.
Kilkanaście minut metrem i wciąż w klimacie Beatlesów, można odwiedzić 105 Bank Street w Greenwich Village — mieszkanie Johna i Yoko z lat 1971–1973, zanim przeprowadzili się do Dakoty. To tu powstawały ich pierwsze nowojorskie projekty, a przez drzwi przewijali się Bob Dylan, John Cage czy Jerry Rubin.

Warto zajrzeć również do dwóch hoteli, które zapisały się w historii zespołu. Pierwszym jest The Plaza Hotel przy 768 Fifth Avenue, gdzie Beatlesi zatrzymali się podczas swojej pierwszej wizyty w USA w lutym 1964 roku. To tu, w 12‑pokojowym apartamencie, przeżywali pierwszą falę amerykańskiej Beatlemanii.

Drugim — Warwick New York Hotel przy 65 West 54th Street, gdzie mieszkali podczas kolejnych wizyt w latach 1965 i 1966.

Na koniec absolutna klasyka: Ed Sullivan Theater, czyli miejsce, w którym 9 lutego 1964 roku Beatlesi wystąpili w „The Ed Sullivan Show”, wywołując eksplozję Beatlemanii w całej Ameryce. Teatr znajduje się pod adresem 1697 Broadway, między 53rd a 54th Street, i dziś mieści studio „The Late Show with Stephen Colbert”.

A jeśli ktoś pamięta te słynne ujęcia z 1965 roku — spazmatycznie krzyczące fanki, policjantów próbujących utrzymać porządek i Beatlesów, którzy na scenie ledwo słyszeli własne instrumenty — to Shea Stadium jest miejscem, które wywołuje dreszcz. Samego stadionu już nie ma; został zburzony w 2009 roku, a na jego miejscu stoi dziś Citi Field, nowoczesna arena baseballowa. Ale świadomość, że właśnie tam odbył się jeden z najważniejszych koncertów w historii muzyki popularnej, sprawia, że wielu fanów wciąż traktuje to miejsce jak punkt obowiązkowy. To trochę jak odwiedzanie świątyni, której już nie ma — zostaje tylko przestrzeń i wyobraźnia. My odpuściliśmy (planowaliśmy mecz Metsów, ale pogoda pokrzyżowała nam plany).
Dodaj komentarz