Widok na Manhattan z Empire State Building od dekad jest symbolem Nowego Jorku, ale ma jedną zasadniczą wadę — nie zobaczymy z niego samego Empire State Building. Dlatego tak wielu nowojorczyków i turystów wybiera Top of the Rock, taras widokowy na szczycie Rockefeller Center przy 30 Rockefeller Plaza, ukończonego w 1932 roku. To właśnie z budowy tego wieżowca pochodzi jedno z najsłynniejszych zdjęć XX wieku: robotnicy jedzący lunch, siedząc na stalowej belce zawieszonej nad miastem. Fotografia powstała na wysokości około 260 metrów i do dziś budzi dreszcz, choć była częścią kontrolowanej sesji promocyjnej.

W kwietniu wejście na taras okazało się zaskakująco proste. Bez rezerwacji, bez kolejek — po prostu kupiliśmy bilety i wjechaliśmy windą na górę. Dopiero przy zachodzie słońca robi się tłoczno, bo to właśnie wtedy panorama wygląda najbardziej spektakularnie. Gdy schodziliśmy, kolejka już się formowała, więc jeśli ktoś marzy o złotej godzinie nad Manhattanem, warto zaplanować to wcześniej.

Na miejscu jest też dodatkowa atrakcja: możliwość „siedzenia na belce”, stylizowanej na tę z historycznego zdjęcia. Kosztuje 15 dolarów od osoby i jeśli kupuje się bilety dla kilku osób, dostaje się jedną wspólną sesję — wszyscy siadają razem. Brzmi sympatycznie, dopóki nie okaże się, że zdjęcia z tej atrakcji nie są wliczone w cenę. Organizatorzy sprzedają je osobno za 45 dolarów i niestety w kasie nikt o tym nie wspomina. Cóż, to Stany — tu potrafią zrobić biznes na wszystkim. Dobrze chociaż, że nie oczekują napiwku za samo naciśnięcie spustu migawki.







Mimo tych drobnych „pułapek turystycznych” Top of the Rock naprawdę warto odwiedzić. To jedno z niewielu miejsc, z których widać i Empire State Building, i Central Park, i całe południowe Manhattan — pełny, prawdziwy obraz miasta, które nigdy nie śpi.