Nasz kolejny dzień w Nowym Jorku zaczęliśmy od wizyty w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych przy 405 East 42nd Street, tuż obok East River. Żeby w ogóle wejść na teren ONZ, trzeba wcześniej załatwić formalności przez internet: rejestracja, przesłanie zdjęcia, skanu dokumentu i opłata — dla dorosłych 29 dolarów. To zupełnie inaczej niż w Parlamencie Europejskim, gdzie wycieczki są darmowe i znacznie prostsze organizacyjnie.

Teoretycznie należy pojawić się pół godziny przed rozpoczęciem zwiedzania, bo proces kontroli jest wieloetapowy. Najpierw kierują nas do budynku naprzeciwko głównego wejścia, gdzie ochroniarz sprawdza dokumenty — moje polskie plastikowe „prawko” wzbudził w nim lekką podejrzliwość, jakby zobaczył pamiątkę z Khao San Road. Potem podchodzimy do okienek, skanujemy kod QR, dostajemy identyfikatory i dopiero z nimi możemy przejść przez właściwą kontrolę bezpieczeństwa. Ta wygląda jak na wszystkich nowojorskich atrakcjach: taśmy, bramki, prześwietlanie.

Po wejściu do środka czeka nas około pół godziny siedzenia w holu. W tym czasie można zajrzeć do galerii z widokiem na salę obrad delegatów. Na korytarzach mijamy urzędników w eleganckich garniturach, ale też przedstawicieli państw w strojach regionalnych — to robi wrażenie, bo w jednym miejscu spotyka się tu cały świat.

Sama wycieczka okazuje się jednak bardziej opowieścią o misji i wartościach ONZ niż zwiedzaniem biur czy zaplecza organizacji. Oglądamy wystawy w korytarzach, dary przekazane przez różne państwa, a także dwie najważniejsze sale: Zgromadzenia Ogólnego oraz Radę Bezpieczeństwa. Na końcu przewodniczka prowadzi nas na balkon, z którego widać słynne schody ruchome — słynne dlatego, że podczas wizyty amerykańskiej pary prezydenckiej pod koniec ubiegłego roku zatrzymały się dokładnie w momencie, gdy Trumpowie zaczęli na nie wchodzić. My tej historii nie znaliśmy, ale Amerykanie w grupie reagowali z wyraźnym rozbawieniem.

Nagroda Nobla 2001






Nagroda Nobla 2001













Wycieczka miała trwać 45 minut, ale nasza przewodniczka miała wyjątkowy dar do opowiadania, więc wyszło półtorej godziny. Czy warto? To na pewno doświadczenie unikalne i ciekawe, choć niekoniecznie spektakularne. Raczej spokojna lekcja o miejscu, które wszyscy znamy z telewizji, niż atrakcja, która wbija w fotel. Jednak będąc w Nowym Jorku, dobrze choć raz zobaczyć, jak wygląda to globalne centrum dyplomacji od środka.