Po wycieczce do ONZ nasze kroki skierowały się ku wyższej kulturze. Tego dnia czekał na nas Broadway. Wiele razy byliśmy na West Endzie, ale Broadway miał być „piętro wyżej”. I był — choć najlepiej zacząć od początku.

Wzdłuż Broadwayu działa kilkadziesiąt teatrów, a większość gra swoje spektakle równocześnie. Dzięki temu można zobaczyć, jak ogromną popularnością cieszą się musicale w Nowym Jorku. Zanim dotarliśmy do naszego teatru, minęliśmy jeszcze Museum of Broadway przy 145 W 45th St — miejsce, które samo w sobie jest hołdem dla historii sceny musicalowej.

Była dopiero 13:30, a przed wejściami do teatrów stały już kilkusetosobowe kolejki.

Kontrola bezpieczeństwa wygląda tu jak na lotnisku: taśma na bagaż, bramka, ochrona. Nam udało się wejść bez czekania — teatr miał dwa wejścia, jedno z długą kolejką, drugie zupełnie puste. W środku czekało na nas klimatyczne wnętrze ozdobione starymi plakatami i grafikami, jakbyśmy cofnęli się do złotej ery Broadwayu.

A co chcieliśmy zobaczyć? Moulin Rouge! The Musical w Al Hirschfeld Theatre przy 302 W 45th St. Musical opowiada historię Christiana, młodego kompozytora, który w paryskim Moulin Rouge zakochuje się w Satine — gwieździe kabaretu. To opowieść o miłości, wolności i sztuce, ubrana w spektakularną formę i zbudowana z ponad 70 znanych utworów popowych. Na Broadwayu spektakl grany jest nieprzerwanie od 2019 roku i — według aktualnego harmonogramu — pozostanie w repertuarze do 30 sierpnia 2026.

24 kwietnia trafiliśmy na wyjątkową obsadę. W roli Harolda Zidlera wystąpiła Megan Thee Stallion, megagwiazda amerykańskiego rapu, laureatka trzech nagród Grammy. Jej udział był wydarzeniem samym w sobie — teatr wypełniły fanki, które po spektaklu śpiewały jej hity, a przed filarem z jej wizerunkiem ustawiały się kolejki po zdjęcia. To był występ jedyny w swoim rodzaju, bo Megan pojawia się na Broadwayu gościnnie, a jej energia całkowicie zmienia dynamikę spektaklu. Ale nie tylko. Tradycyjnie rolę Harolda Zidlera (właściciela kabaretu, mistrza ceremonii i narratora) grali mężczyźni (np. Bob the Drag Queen czy Titus Burgess). Megan dostała gender-swapped wersję i zrobiła z niej coś unikalnego. Właściwie nikomu nie przeszkadzało to, że teraz jest właścicielka, a nie właściciel, kabaretu.

Pozostali aktorzy również zachwycali. Broadway słynie z perfekcji, ale tego wieczoru poziom był wręcz nieprawdopodobny. Każdy z wykonawców mógłby wygrać dowolny talent show — i to bez wysiłku. Konstrukcja musicalu pozwala na wplatanie różnych przebojów, a reżyser robi to z mistrzowską lekkością. Bohaterowie nie tylko rozmawiają, lecz także śpiewają do siebie, często łącząc dwa różne, znane utwory w jedną emocjonalną scenę. To teatralna magia, która działa nawet na najbardziej wymagających widzów.

Oprócz klasyków z filmu (np. Lady Marmalade, Your Song, Diamonds Are a Girl’s Best Friend, Roxanne, Come What May) dodano mnóstwo nowszych kawałków. Co usłyszeliśmy? Firework, Shut Up and Raise Your Glass, Bad Romance, Toxic, Tainted Love, Rolling in the Deep, Single Ladies, Diamonds, I Don’t Want to Wait, Every Breath You Take, Never Gonna Give You Up, Take On Me, Hero, Your Song i wiele innych.

Broadway różni się od West Endu także obyczajowo. W Nowym Jorku program dostaje się przy wejściu, a po spektaklu tłumy widzów ustawiają się przy wyjściu dla aktorów, żeby zdobyć autograf. W Londynie ludzie po prostu idą do domu albo do restauracji. Tutaj, czekających na artystów z programem w ręku, jak na spotkanie z gwiazdami, widać przy każdym teatrze, który mijaliśmy wracając do hotelu.

To było popołudnie, które zostaje w pamięci na długo — nie tylko dzięki spektaklowi, ale też dzięki atmosferze, którą potrafi stworzyć tylko Broadway.