Idąc promenadą wzdłuż oceanu, płynnie przechodzimy w część znaną jako Brighton Beach Boardwalk. To tutaj bije serce życia towarzyskiego dzielnicy. Na ławkach siedzą starsi mieszkańcy rozmawiający po rosyjsku lub ukraińsku, ktoś gra w szachy, ktoś inny spaceruje z psem, a całość ma w sobie nostalgiczny klimat dawnego nadmorskiego kurortu. Wzdłuż promenady działają restauracje z ogródkami, w których można zjeść obiad z widokiem na plażę i ocean – zupełnie jakby Nowy Jork na chwilę przestał być wielkim miastem. Idziemy w kierunku głównej ulicy handlowej pomiędzy kamienicami.


Główna handlowa arteria dzielnicy, Brighton Beach Avenue, biegnie pod estakadą metra linii B i Q. Hałas przejeżdżających pociągów miesza się tu z zapachami jedzenia, a szyldy w cyrylicy tworzą atmosferę małej postsowieckiej enklawy.





Warto zajrzeć do Tashkent Supermarket, który jest czymś pomiędzy sklepem, barem mlecznym i miejscem spotkań. Można tu kupić gotowe dania, świeże wypieki, przyprawy, a także zjeść coś gorącego na miejscu. W środku słychać wszystkie języki dawnego ZSRR, a ruch jest nieustanny.

Wzdłuż ulicy działają też mniejsze sklepy spożywcze z produktami z Rosji i Ukrainy – od konserw rybnych po słodycze, które wielu osobom przypominają dzieciństwo.









Przy Brighton Beach Avenue stoi dawny Master Theatre (wcześniej Millennium Theatre), w którym kiedyś występowały największe gwiazdy estrady z krajów postsowieckich. Dziś w jego wnętrzu działa supermarket, więc zamiast koncertu kupujemy… kanfiety. To jeden z tych momentów, kiedy Nowy Jork zaskakuje swoją umiejętnością zmieniania funkcji miejsc bez utraty ich ducha.



Wchodząc w część mieszkalną dzielnicy, najpierw mijamy wysokie bloki, przed którymi siedzą babuszki rozmawiające o wszystkim i o niczym. Później zabudowa staje się bardziej willowa. I tu pojawia się zaskoczenie – nagle nie wygląda to jak Nowy Jork. Jest czysto, spokojnie, a powietrze nie pachnie wszechobecnym ziołem. To zupełnie inny rytm miasta, bardziej codzienny, bardziej lokalny.





Na granicy Brighton Beach i Sheepshead Bay wchodzimy do Holocaust Memorial Park, położonego przy Shore Boulevard i Emmons Avenue, tuż nad wodą. To jedyny publiczny park w Nowym Jorku w całości poświęcony pamięci ofiar Holocaustu. Centralnym elementem jest blisko 4,5‑metrowa wieża z granitu i stali, zwieńczona brązowym „Wiecznym Płomieniem”. Z daleka przypomina latarnię morską, ale z bliska nawiązuje do komina krematoryjnego. Na jej szczycie widnieje słowo „Pamiętaj” – po angielsku, hebrajsku i rosyjsku. Wieżę otacza 241 granitowych kamieni o poszarpanych krawędziach, symbolizujących strzaskane życia ofiar i ocalałych. Wyryto na nich nazwy obozów koncentracyjnych, przedwojennych społeczności żydowskich, ważne daty oraz nazwiska konkretnych osób i rodzin. To miejsce, które wycisza i skłania do refleksji, szczególnie w kontrze do gwaru niedalekiej promenady.




Dobra pogoda, szum morza i możliwość oderwania się od zgiełku miasta sprawiają, że Brighton Beach jest idealnym przerywnikiem w intensywnym zwiedzaniu. To fragment Nowego Jorku, który pokazuje, jak różnorodne potrafi być to miasto – od nostalgii dawnego kurortu, przez postsowiecki folklor, aż po głęboką, poruszającą pamięć historyczną.




Dodaj komentarz