Ostatni etap brooklyńskiego spaceru zaczyna się jeszcze na Manhattanie, w samym sercu Chinatown. Przy monumentalnym łuku Manhattan Bridge Arch and Colonnade wchodzimy na pieszą kładkę prowadzącą na drugi brzeg.

To rozwiązanie naprawdę działa – piesi mają swoją stronę mostu, rowerzyści swoją, więc nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Cała konstrukcja jest osłonięta drucianą siatką, ale w wielu miejscach turyści wycięli w niej małe „okienka”, idealne na obiektyw aparatu. Przez te szczeliny widać panoramę Downtown, szeroką taflę East River i perfekcyjny profil Mostu Brooklińskiego.







Z mostu schodzimy schodami prosto na Brooklyn, w okolice Jay Street i Sands Street, skąd już tylko kilka minut dzieli nas od DUMBO. DUMBO to skrót od Down Under the Manhattan Bridge Overpass. To bardzo amerykańskie, skrót, który jest używany powszechnie i staje się samodzielnym bytem.

To miejsce, które zawsze robi wrażenie – i to zanim jeszcze zobaczy się słynny kadr z plakatu Dawno temu w Ameryce. Na rogu Washington Street i Water Street stalowy filar Manhattan Bridge idealnie wpisuje się między ceglane, postindustrialne kamienice. Zdjęcie bez ludzi graniczy z cudem, chyba że ktoś przyjdzie tu o świcie. Ale nawet wtedy nie ma gwarancji.

Zaraz obok zaczyna się Brooklyn Bridge Park, pełen ludzi siedzących na ławkach, brodzących w wodzie i po prostu chłonących widok na Manhattan. Trudno się dziwić – panorama jest jak żywa pocztówka, a stalowo-szklane wieżowce wyglądają stąd jak scenografia do filmu.






Po krótkim oddechu w DUMBO ruszamy w stronę wejścia na Most Brookliński. Najwygodniej podejść do skrzyżowania Washington Street i Prospect Street – stąd zaczyna się podejście na słynny XIX‑wieczny most, ukończony w 1883 roku. Spacer z Brooklynu na Manhattan uchodzi za lepszy niż w odwrotną stronę, bo przez cały czas idzie się w kierunku panoramy Manhattanu, która rośnie przed oczami z każdym krokiem. Neogotyckie kamienne łuki i gęsta sieć stalowych lin tworzą nad głową niemal architektoniczną pajęczynę.










Ścieżka dla pieszych jest odseparowana od samochodów, ale nie oznacza to pełnego komfortu. Rowerzyści przeciskają się między tłumami, a chodnik w wielu miejscach zajmują handlarze pamiątek made in China. W tłumie widać też tych, którzy przyszli tu nie dla widoków, dlatego wiele osób nosi plecaki z przodu – ostrożność nie zaszkodzi.
Spacer kończy się w niewielkim City Hall Park, tuż przed ratuszem. Do środka można wejść tylko po wcześniejszym umówieniu wizyty, więc tym razem zostaje nam tylko krótki odpoczynek wśród zieleni. Park sam w sobie nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale to właśnie tutaj po raz pierwszy zobaczyłem nowojorską „legendę” – szczura przemykającego między krzakami. Podobno to plaga miasta, choć na co dzień wcale nie rzuca się w oczy.




Mimo drobnych niedogodności – tłumów, handlarzy, a nawet tego jednego szczura – ten spacer jest absolutnie wart wysiłku. Widoki z Manhattan Bridge i późniejsza perspektywa z Brooklyn Bridge zostają w pamięci na długo. To jedna z tych tras, które pokazują Nowy Jork w pełnej skali: od industrialnych zaułków po monumentalne panoramy.
Dodaj komentarz