Manhattan Midtown zostawiłem na koniec, bo to właśnie tutaj Nowy Jork pokazuje swoją najbardziej filmową, pulsującą twarz.
Zaczynamy od Grand Central Terminal – monumentalnego dworca kolejowego przy 89 E 42nd St. Wchodząc do środka, człowiek automatycznie zwalnia krok. Ogromna hala główna, słynny czterostronny zegar na centralnym punkcie i turkusowy sufit z konstelacjami zodiaku tworzą przestrzeń, która bardziej przypomina pałac niż dworzec. To jedno z tych miejsc, gdzie nawet codzienni nowojorczycy czasem podnoszą wzrok.





Idąc 42nd Street w kierunku Piątej Alei, dochodzimy do New York Public Library – dokładnie do jej głównego gmachu, Stephen A. Schwarzman Building, pod adresem 476 5th Ave. Strzegą go dwa kamienne lwy, Patience i Fortitude, które stały się nieformalnymi symbolami miasta.

Tuż za biblioteką znajduje się Bryant Park – zielona oaza otoczona drapaczami chmur. To miejsce, gdzie można złapać oddech między kolejnymi punktami dnia. Słynne zielone krzesełka, małe kioski z kawą i, co zaskakujące, najczystsza toaleta publiczna w Nowym Jorku, obsługiwana przez dwie osoby, które dbają o porządek z niemal hotelową precyzją.



Kilka przecznic dalej wyrasta przed nami Empire State Building. Ten klasyk przy 20 W 34th St. wciąż robi wrażenie, choć widzieliśmy go już setki razy na zdjęciach i w filmach. Z bliska jednak czuć jego skalę i elegancję art déco.

Wracamy na Piątą Aleję – oś miasta, gdzie luksus, architektura i historia mieszają się w jednym kadrze. Najpierw mijamy Rockefeller Center, kompleks znany z zimowego lodowiska i gigantycznej choinki, ale zachwycający o każdej porze roku. Nad placem góruje 30 Rockefeller Plaza, siedziba NBC, a przed wejściem stoi potężny posąg Atlasa dźwigającego sferę armilarną.





Dokładnie naprzeciwko, przy 5th Ave, wznosi się katedra św. Patryka – neogotycka świątynia z białego marmuru, która wygląda jakby ktoś przeniósł ją z Europy i wstawił między szklane wieżowce. W środku można znaleźć nawet kopię naszej Czarnej Madonny.





















Kilka kroków dalej, pod adresem 725 5th Ave, stoi Trump Tower. Wieżowiec z 1983 roku to podróż do estetyki lat 80. – różowy marmur, złocony mosiądz, lśniące powierzchnie i atrium, które wygląda jak scenografia z filmu o Wall Street. Na dole wszystko jest „Trump”: od czapeczek po słodkości.









Z atrium można przejść do części łączącej z IBM Building, gdzie na ławeczkach siedzą postacie z Ulicy Sezamkowej – miła niespodzianka dla dzieci i dorosłych.




Wracamy na Piątą Aleję i dochodzimy do skrzyżowania z 57th Street – jednego z najdroższych adresów świata. Po jednej stronie błyszczy odnowiony Tiffany & Co. pod numerem 727, po drugiej – elegancki Bergdorf Goodman, zajmujący historyczny gmach w stylu Beaux-Arts. Na rogach stoją salony Louis Vuitton i Chanel, a tuż obok wyrasta The Suitcase Building, który stał się ostatnio instagramowym hitem. Skręcając w 57th Street na zachód, wchodzimy na słynną Billionaires’ Row, gdzie stoją jedne z najwyższych i najsmuklejszych wieżowców mieszkalnych świata – Central Park Tower czy 111 West 57th Street, zwany Steinway Tower. Ich cienie potrafią dosłownie przykryć fragment Central Parku.























Z tego świata luksusu i wysokości przenosimy się na Times Square. To miejsce, które albo się kocha, albo omija szerokim łukiem, ale zobaczyć trzeba. Neony, gigantyczne ekrany, tłumy ludzi, żółte taksówki i uliczni artyści tworzą atmosferę, której nie da się pomylić z żadnym innym miejscem. Fotografowie drukują „pierwszą stronę gazety” z Twoim zdjęciem zrobionym przed chwilą – kiczowate, ale pomysłowe.














Na koniec odwiedzamy Madison Square Garden i Penn Station. Podczas naszej wizyty trwała inauguracja sezonu Knicksów – tłumy kibiców, wielkie ekrany, zamknięte przejścia, pełne emocji zamieszanie.




Penn Station, choć wciąż budzi mieszane uczucia, warto zobaczyć – zarówno starą część, jak i nową halę Moynihan Train Hall, która przywróciła temu miejscu trochę godności.





A kiedy już obejrzeliśmy Midtown za dnia, wracamy tu wieczorem. Te same budynki, te same ulice, ale światła, odbicia i nocny rytm miasta sprawiają, że wszystko wygląda jak zupełnie inna opowieść. Jeśli Nowy Jork ma swoją scenę teatralną pod gołym niebem, to właśnie tutaj.











Dodaj komentarz