Bolimów i okolice

Naszym priorytetem było „napoczęcie” Puszczy Bolimowskiej. Zaczęliśmy więc u źródła, czyli w Bolimowie. Samochód postawiliśmy w rynku, bo tam zaczynał się szlak, którym chcieliśmy iść. Już na samym początku zmyliła nas strzałka, która pokazywała drogę… w drugą stronę. Na szczęście istnieje google.maps. Drogą, którą wjechaliśmy do miasteczka idziemy w stronę Bolimowskiej Wsi.

Wszystkie atrakcje wsi są skupione w jednym miejscu, po obu stronach drogi wyjazdowej.

Wpierw wchodzimy na cmentarz żołnierzy niemieckich z I Wojny Światowej. Cmentarz zaniedbany ale nie opuszczony. Do jednej z płyt z danymi pochowanych, przyczepiona jest tabliczka z imieniem i nazwiskiem Polaka. Takie to były wtedy czasy, że Polacy walczyli po obu stronach.







Ciekawe jest również to co można zobaczyć przez płot po drugiej stronie. Na zapleczu jakiejś firmy znajduje się śmietnik ze starymi samochodami, stoi tam jakaś ciężarówka pamiętająca Gierka, UAZ i… szybowiec.’

Kolejne ca. 2 km drogą asfaltową, przechodzimy nad autostradą A2 i po chwili wchodzimy w las. Swoją drogą, przy wiadukcie nad autostradą są schodki, którymi by można było zejść ale furtka jest zamknięta na dwa łańcuchy i kłódki, po to żeby ludziom było trudniej.

To przez co idziemy to Joachimów Mogilny. Bardzo mi to przypomina współczesną Wilgę, którą pamiętam z dzieciństwa jako potężne lasy, po których można było łazić bez końca, a teraz te lasy podzielono na działki, pogrodzono i dla „łazików” pozostają piaszczyste drogi. Tutaj jest prawie tak samo, jedna strona lasu to działki z domkami letniskowymi, patrząc na rejestracje samochodów, to głównie mieszkańców Warszawy.



Wycieczkę kończymy przy mogile zbiorowej żołnierzy z I Wojny Światowej. Tym razem mogiła jest wspólna, zarówno Polaków, jak i Ruskich i Niemców.



Do Bolimowa wracamy tą samą trasą.



Bolimów

Niewielkie miasteczko, założone na początku XVI wieku, prawa miejskie odzyskało w tym roku. Kilka ulic na krzyż, parę naciąganych zabytków i punkt Lotto, w którym 10 lat temu kupiono los, z wygraną ponad 29 milionów.

Zaczynamy od rynku wpisanego do rejestru zabytków.

Później zaglądamy do kościoła pw. św. Trójcy

mijamy podobno wielką atrakcję Bolimowa, czyli pracownię ceramiczną, ale nie zachodzimy tam, bo wygląda mało zachęcająco, podwórko puste, furtka zamknięta. Zawsze czuję dyskomfort w takiej sytuacji, nie wiem czy właściciele chcą czy nie chcą, żeby tam wejść.

Wreszcie docieramy do cmentarza. Na cmentarzu katolickim jest kwatera żołnierzy z II Wojny Światowej,

ale celem był „cmentarz wojenny”, według google, położony obok tego katolickiego. Tutaj mały prztyczek w kierunku ludzi, którzy zajmują się promocją miasteczka. Nie bardzo wiem dlaczego to ja mam korygować błędne zapisy w google mapsach, czyli powszechnie używanym narzędziu do szukania „must see”. Bo okazało się, że nie jest to cmentarz wojenny tylko zniszczony przez Niemców kirkut. Teraz już ogarnięty, krzaczory i drzewka wycięte (szkoda, że pozostawiono wystające kawałki pni, bo zamiast oglądać cmentarz, trzeba uważnie patrzeć pod nogi, żeby nie skręcić kostki, stając na taki dziesięciocentymetrowy wystający z ziemi kołek), wygodne jest to, że każdy „artefakt” na cmentarzu, oznakowany jest białym kołkiem. Macew niewiele, pozostałości po macewach trochę więcej.

Z cmentarza wracamy tą samą drogą, zatrzymujemy się na chwilę przy bocianim gnieździe, gdzie parka klekotała sobie w najlepsze (chyba pierwszy raz słyszałem klekoczące bociany) i jednocześnie ucinamy sobie pogawędkę z sympatycznym młodym człowiekiem, który w ubiegłym roku sprzedał kawalerkę w Łodziowni i przeprowadził się wraz z rodziną do domku w Bolimowie.

Ostatnim punktem wycieczki był zabytkowy dom z przełomu XVIII i XIX wieku, niestety również nieoznaczony (ja bym lubił choćby tabliczkę z jakimiś podstawowymi informacjami).

Parę ciekawiej wyglądających domów można obejrzeć w okolicy.

Do Bolimowa pewnie nie wrócimy, ale Puszcza cały czas czeka.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.