Najbardziej polskie miasto na Costa Blanca – Torrevieja. Samo w sobie nie jest, przynajmniej dla nas, wielką atrakcją (o czym później), natomiast kusi solnymi górami rozrzuconymi wokół miasta. To wytwórnie soli odzyskiwanej z wody, ze słynnych w okolicy słonych jezior. Do jednej z takich wytwórni organizowane są wycieczki.

Wszystko to wygląda trochę jarmarcznie, bo wytwórnia jest położona po drugiej stronie N332 czyli darmowej (w odróżnieniu od autostrady) przelotówki przez całe wybrzeże Costa Blanca, czyli niecałe 2 kilometry od nadmorskiego pasażu, a to jest spoko 'walking distance’ a jednak jedzie się tą śmieszną kolejką turystyczną. Bilety zazwyczaj się kupowało w samym centrum bałaganu czyli gdzieś w okolicy budynku kasyna Torrevieja, my musieliśmy się trochę namęczyć bo akurat tam był remont ulicy a barierki, na których powieszono strzałki ktoś poprzestawiał i kierowały nie tam gdzie trzeba. W sumie dotarliśmy zbyt późno na właśnie odjeżdżający „pociąg” i musieliśmy poczekać ponad godzinę na następny.

Wjazd do wytwórni to kolejny element jarmarku – plansza do robienia zdjęć i „wizytówka” z flamingami mocno tandetne, takie na poziomie kolejki.

Największą atrakcją są oczywiście góry soli, do których nie można, niestety, dojść. Jest natomiast niewielka górka usypana dla turystów, na której przewodniczka robi zdjęcia wszystkim chętnym.




















Fascynująca jest gra światła, która powoduje, że jezioro jest różowe.












Jak to w Hiszpanii można zobaczyć również stare budynki z dawnej wytwórni.

No i jeszcze produkty z soli, które można kupić w baraku-sklepie.