Cały dzień poświęciliśmy na Central Park i jego najbliższe okolice, choć pod koniec mieliśmy wrażenie, że zobaczyliśmy zaledwie ułamek tego ogromnego, zielonego świata. Zanim jednak zanurzyliśmy się w parkowe alejki, postanowiliśmy zacząć od czegoś zupełnie innego – krótkiej przejażdżki kolejką linową na Roosevelt Island. W internecie można znaleźć zachwyty, w rzeczywistości jest po prostu przyjemnie. Widok z wagonika jest ładny, ale to raczej sympatyczny dodatek niż punkt obowiązkowy.

Właściwy spacer zaczęliśmy na skrzyżowaniu 5th Avenue i West 59th Street. Tu stoi monumentalny pomnik generała Williama Tecumseha Shermana, a po drugiej stronie ulicy wznosi się elegancki Plaza Hotel przy 768 Fifth Avenue, znany z historii Beatlesów i niezliczonych filmów.

Idąc dalej wzdłuż południowej krawędzi parku mijamy rząd luksusowych kamienic, aż w końcu wyrasta przed nami 220 Central Park South – adres, pod którym mieszkanie miał (i prawdopodobnie nadal ma) Sting.

Kilka minut później docieramy do Columbus Circle, gdzie błyszczy stalowa rzeźba kuli ziemskiej, a tuż obok stoi Trump International Hotel & Tower.

Stąd kierujemy się na Upper West Side, pod The Dakota przy 1 West 72nd Street – kamienicę, w której mieszkał John Lennon.

Niedaleko, przy Central Park West i 74th Street, stoi kolejne muzyczne miejsce – San Remo, słynny budynek z dwiema wieżami, w którym apartamenty mieli m.in. Bono i Barry Manilow.

Wchodzimy do Central Parku. O Strawberry Fields i mozaice Imagine już pisałem, więc tym razem ruszamy głębiej. Najpierw mijamy rzeźbę The Falconer, a potem docieramy do jednego z bardziej urokliwych zakątków – The Lake. Na wodzie kołyszą się łódki wiosłowe, a na brzegach ludzie odpoczywają w cieniu drzew. Nad wąskim przesmykiem prowadzi Bow Bridge, jeden z najczęściej fotografowanych mostków w całym parku.

Chwilę później jesteśmy już przy Bethesda Terrace i Bethesda Fountain – sercu Central Parku. To miejsce żyje cały dzień: muzycy, tancerze, turyści, filmowcy, spacerowicze. Wystarczy usiąść na chwilę, żeby zobaczyć pół świata w jednym miejscu.

Wchodzimy na górny taras i zaglądamy jeszcze do Naumburg Bandshell, skromnej muszli koncertowej, w której latem nadal odbywają się występy.

Przy wejściu na Sheep Meadow trafiamy na plan filmowy – stoją garderoby, namioty cateringowe, a na trawie kręcone są sceny. Niestety bez wielkich gwiazd, ale i tak robi to wrażenie.

Kierujemy się w stronę południowego wyjścia z parku. Po drodze zerkamy na Wollman Rink, który zimą zamienia się w lodowisko, a latem w korty tenisowe. Chwilę później docieramy do niewielkiego stawu The Pond. Na kamieniach wygrzewają się żółwie, a nad wodą przerzucony jest malowniczy Gapstow Bridge – jeden z najbardziej rozpoznawalnych mostków w Nowym Jorku.





Po obiedzie wracamy do parku, tym razem na północ, nad największy zbiornik wodny – Jacqueline Kennedy Onassis Reservoir. Wzdłuż jego zachodniego brzegu biegnie jedna z najpiękniejszych alei w całym Central Parku: Allée of Kwanzan Cherry Blossom Trees. W kwietniu to miejsce wygląda jak z japońskiej pocztówki.

Wychodzimy z parku, by przejść na drugą stronę, w okolice Broadwayu. Przy skrzyżowaniu Broadway i West 63rd Street trafiamy na coś, co wywołuje uśmiech u każdego, kto dorastał z Ulicą Sezamkową – symboliczną tabliczkę Sesame Street. To jedno z tych miejsc, które fotografują wszyscy, niezależnie od wieku.

Po całym dniu w Central Parku mamy poczucie, że zobaczyliśmy mnóstwo, a jednocześnie… prawie nic. Ten park jest jak miasto w mieście – nie da się go ogarnąć w jeden dzień. Resztę zostawiam Wam do odkrycia, bo każdy znajdzie tu coś swojego.