Forum

Cztery litery
 
Notifications
Clear all

Cztery litery


(@kustosz)
Member Admin
Dołączył: 5 lat temu
Posty: 2
Topic starter  

Cieśla Sewruk z mojej wioski nie może pojąć, dlaczego jeśli to on użyje publicznie słowa o czterech literach, nikt nie uważa go za człowieka wulgarnego, ponieważ - jego zdaniem - jest to słowo dość powszechne w użyciu. Tymczasem, jeśli ja to uczynię, natychmiast jestem szarpany na łamach rozmaitych czasopism, nazywany świntuchem, erotomanem, pisarzem wulgarnym i pornografem. Słowo o czterech literach użyte przez amerykańskiego pisarza Irvinga w "Świecie według Grapa", Zdzisław Pietrasik odbiera jako wspaniały akord pozbawiony wulgarności, a pewien recenzent z Łodzi znalazłszy słowo o czterech literach w odcinkowej powieści Łozińskiego pt. "Sceny myśliwskie z Dolnego Śląska" drukowanej w "Kulturze" odkrył, że jest to proza przeniknięta „panseksualizmem”. Słuszne jest więc przysłowie, ze jeśli dwóch, a nawet czterech, mówi to samo, to nie znaczy to samo. Cokolwiek nie powiem, cokolwiek nie napiszę - to i tak będzie użyte przeciwko mnie.
        Aby nie być gołosłownym powołam się na artykuł Macieja Chrzanowskiego ("Teoria i praktyka"), który odbył głębokie studia nad tygodnikiem "Szpilki" i odkrył, że w drukowanym tam fragmencie mojej powieści http://www.nienacki.art.pl/r_wielki_las.htm l">"Wielki las" jest opis gwałtu, starannie go przepisał i rozpowszechnił w "Kulturze", wstrząśnięty jego wulgarnością. Czemu Maciej Chrzanowski nie czytuje własnego pisma, a "Szpilki" tego nie wiem, ale faktem jest, że gdyby czytywał przede wszystkim własne pismo, to by tam znalazł na przykład takie oto zdanie w lansowanej prozie:
        „...czują bezlitosną samczość swymi nieprzytomnymi ryjami, widzą w wyobraźni cipę, która zagarnia ich i topi w morzu rozkoszy jak ślepe szczenięta”.
        Mnie słowa „cipa” użyć nie wolno, jak również słowa o czterech literach. Moje bowiem „cipy” są pornograficzne, u innych „cipy” przenika „panseksualizm” autora i utworu. U mnie nawet w powieściach dla młodzieży, w owych "Samochodzikach" pełno jest perwersji i pornografii, co ostatnio autorytatywnie stwierdził ilustrator tych książek, Szymon Kobyliński, kierując do mnie na łamach "Szpilek" coś w rodzaju „listu otwartego”, który zaczyna się od słów:
        „Szanowny i Nienacki Panie. Tym razem nie jako przysięgły ilustrator "Pana Samochodzika", literatury przeplecionej wyjątkowo smakowitą i misterną pornografią, którą sobie cenię wysoko” (podkreślenie Z.N.). List zawiera też pogróżkę, że gdybym się zwrócił do Szymona Kobylińskiego o ilustrowanie jakiejś książki dla dorosłych, to on by odmówił, gdyż woli pornografię „samochodzikową”, pełną niedomówień. Czy może być pornografia pełna niedomówień, o tym nie mam pojęcia. W moim przypadku wszystko być może, bo jak powiada Kobyliński: „Pan to aranżuje w "Samochodzikach" trzymając się zasady obkładania bohatera co jędrniejszymi i ponętniejszymi młódkami”. Przysięgam, że odtąd moi bohaterowie będą mnichami,eremitami - ale czy mi to pomoże? Jeśli ktoś szuka pornografii, to wszędzie ją znajdzie, nawet w eremie. Stąd niekiedy, zaczynam się zastanawiać, czy to ja jestem obsceniczny, czy też nasza krytyka bywa obsceniczna oraz ci, którzy za wszelką cenę pragną być moimi oponentami i polemistami.
        Inny pisarz na moim miejscu popadłby zapewne w manię prześladowczą, mnie to jednak nie grozi, ponieważ zapamiętałem sobie prawo Lema wyszczególnione w jego "Prowokacjach". Otóż prawo to sprowadza się do stwierdzenia, że połowa ludzi w naszym kraju niczego nie czyta, a druga połowa albo nie rozumie tego co czyta, albo jeśli rozumie, to zaraz zapomina, co czytała. Do jakiej grupy chce się zaliczyć pan Szymon, to już jego sprawa. Przekonywająco zabrzmiała dla mnie teza postawiona przez panią Otałęgę w "Gazecie Krakowskiej", że dorobiłem się opinii pisarza bardzo nerwowego, polemizującego z każdym na każdy temat. A ponieważ obserwujemy w naszym kraju zadziwiające zjawisko, że każdy kto tylko pióro może w dłoni utrzymać pragnie zostać felietonistą albo polemistą (wystarczy mała uwaga w jakiejś gazecie, a natychmiast sypią się protestacyjne elaboraty, listy otwarte i zamknięte, sprostowania i polemiki), tedy kto chce zostać polemistą, uważa za stosowne na mnie próbować swego pióra, ponieważ odpowiem, zauważę, odnotuję. Nie pragnę zmieniać opinii o sobie, myślę więc, że i Maciej Chrzanowski i pan Szymon Kobyliński są w pełni usatysfakcjonowani, zostali przeze mnie zauważeni, odnotowani, nobilitowani do rangi polemistów pierwszej kategorii.
        Co robić jednak z „cipą” i słowem o czterech literach, jak tych słów używać, aby pod moim piórem nie brzmiały wulgarnie, pornograficznie, ale słodko i przyjemnie, panseksualnie - tego żaden z tych polemistów mi nie wyjaśnił i pozostaję nadal w nieświadomości. Inny by się nie martwił, ale ja w gruncie rzeczy jestem nobliwym obywatelem i brzydkich słów używać nie lubię, a tylko specjalizuję się w brzydkich opisach. Tak też i pojąłem szeroki gest wydawnictwa Galdmana w Monachium skąd otrzymałem książkę Hansa H. Kirsta "Die Wölfe", w której znalazłem na stronie 294 taki oto wierszyk:
        „Die Nase rot vom Saufen
        die Augen blau vom Raufen
        die Haare weis vom Huren
        - das sind die Farben der Masurem”.

        Wykłada się to, że czerwone nosy od pijaństwa, niebieskie oczy od bójek, posiwiałe włosy od kurewstwa, taki jest koloryt Mazur.
        Aluzję zrozumiałem jako, że mieszkam i tworzę na Mazurach, nos mi czerwienieje, oczy mam coraz bardziej niebieskie, a włosy coraz bardziej siwe. Staram się też w swojej twórczości oddać koloryt własny i tradycyjny koloryt Mazur, czyli nawiązać do tradycji literackiej, choćby tej od Kirsta. Ale czy to moja wina, że jeśli ktoś inny nawiązuje do tradycji literackiej, to się go chwali, a jak ja nawiązuję do tradycji - to się mnie gani?
        Na koniec krótka uwaga. W swym liście otwartym” na łamach "Szpilek" (nr 39), p. Szymon Kobyliński ujawnia fakt, że jako ilustrator moich "samochodzików" pisał dla wydawnictwa recenzje o mojej twórczości. Mam tę recenzję przed sobą. W istocie wspomina on w niej o „misternym i smakowitym erotyzmie” oraz wytyka mi błąd rzeczowy. W http://www.nienacki.art.pl/r_niesamowity_dwor.htm l">"Niesamowitym dworze" zawiesiłem portret Poniatowskiego zrobiony przez Canaletta, choć - zdaniem p. Kobylińskiego - „Canaletto nigdy portretów nie malował”. Redakcja i ja przemilczeliśmy te uwagi, nie chcąc luminarza ilustracji zmuszać do powtórki z historii sztuki. Ale skoro sam pcha palec między drzwi, to mu go trochę przycisnę. Proszę redakcję "Szpilek", aby zamiast zabawnej chatki, tym razem zamieściła nie mniej zabawną w tej sytuacji fotografię portretu Canaletta oraz proponuję zagadkę dla p. Kobylińskiego: w którym polskim muzeum i w jakiej sali wisi portret Canaletta "Książę Poniatowski na koniu"? Nagrodę zapewne ufundują rozbawieni czytelnicy.


   
Cytat
Topic Tags
(@kustosz)
Member Admin
Dołączył: 5 lat temu
Posty: 2
Topic starter  

Fota


   
OdpowiedzCytat
(@admin2213)
Member Admin
Dołączył: 6 lat temu
Posty: 6
 


   
OdpowiedzCytat
Share: