A zaczęło się całkiem niewinnie — była dobra cena na lot do Nowego Jorku, konkretnie na Newark. ESTA wciąż ważna, termin kwietniowy wydawał się idealny: wiosna już ruszyła, drzewa powinny kwitnąć, mrozu raczej nie będzie. Co mogłoby pójść nie tak?

Wszystko. I jak zawsze powtarzam: na każdym wyjeździe coś musi się spieprzyć, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej. Pierwszy zgrzyt pojawił się jeszcze przed wylotem. Lot zaplanowany był na niedzielę, więc w piątek rano sprawdzamy, o której można się odprawić. I wtedy — zonk. Nie możemy się odprawić, bo… niedzielny lot został odwołany.

Dzwonimy do LOT‑u. Sympatyczna pani informuje, że 13 marca wysłali maila. Szkoda tylko, że nikt nie sprawdził, czy ten mail w ogóle dotarł, nie wysłał przypomnienia, nie zadzwonił. Ale trudno, mleko się rozlało. Na niedzielę jest tylko jedno wolne miejsce na JFK. Jest też opcja lotu z Krakowa, ale wymagałaby pobudki o nieludzkiej godzinie, więc odpuszczamy. Ostatecznie lecimy w sobotę, na JFK, choć plan był zupełnie inny.

Zostaje jeszcze kwestia noclegu, bo hotel mamy dopiero od niedzieli. W „naszym” nie ma miejsc, więc szukamy czegoś w okolicy. O hotelach napiszę więcej w T&T, więc tutaj tylko tyle: udało się, ale łatwo nie było.

A jakie jest moje ogólne wrażenie z Nowego Jorku? Jeśli ktoś zapyta „jak Ci się podoba?”, odpowiem szczerze: nie podoba mi się. Miasto jest potwornie brudne. Tak brudne, że miałem opory, żeby zjeść coś na ulicy — a nie miałem takich problemów nawet w krajach Azji Południowo‑Wschodniej. Pierwsze, co uderza po wyjściu na ulicę, to zapach marihuany. Czuć go wszędzie, jakby całe miasto chodziło na haju. Może dlatego ludzie są tak obojętni na otaczający ich syf.

Do tego dochodzą śmieci, lepki brud, ogromna liczba bezdomnych, żebraków i osób z poważnymi problemami psychicznymi. Nie było aż tak źle, jak w niektórych filmikach krążących po internecie, ale obraz starszej kobiety z reklamówką na głowie, sikającej do plastikowej butelki w metrze — i absolutnie nikogo to nie obchodzi — zostanie ze mną na długo.

To miasto kontrastów: limuzyny, blichtr, mężczyźni w muszkach, kobiety w eleganckich sukniach, odźwierni w liberii otwierający drzwi… a za rogiem bieda, brud i smutek.

A jednak druga część odpowiedzi brzmi: warto tu przyjechać. Warto zobaczyć to, co jest do zobaczenia, bo Nowy Jork ma mnóstwo miejsc, które robią wrażenie, inspirują, wzruszają albo po prostu są ikonami popkultury. I o nich będą kolejne wpisy.

Na koniec coś, co nas naprawdę zaskoczyło: w mieście jest bardzo dużo ogólnodostępnych, publicznych toalet. I większość z nich jest czysta, zadbana, naprawdę w porządku.

Poniżej pojawi się spis treści z linkami do kolejnych miejsc, które odwiedziliśmy — tak, żeby można było zwiedzać razem z nami, krok po kroku.

Dzielnice

Manhattan

Roosevelt Island

FiDi

Hudson Yards

Greenwich Village

Chelsea

Chinatown & Little Italy

Harlem

– Midtown

Brooklyn

Coney Island

Williamsburgh

Brighton Beach

DUMBO

Greenpoint

Queens

LIC

Co oglądaliśmy

Liberty Island & Ellis Island

Central Park

Biblioteka i Muzeum Morgana

The Met

Siedziba ONZ

Broadway

Top of the Rock

Muzeum 9/11

Museum of the Moving Image

Co jeszcze?

The Beatles

Hair

Nowy Jork na filmowo